Jak zmiana norm ubioru w pracy?

Redefinicja dresscode w miejscu pracy

Słuchaj, pamiętam jak dziś – pierwszy dzień w nowej robocie, jeszcze w czasach, kiedy myślałem, że garnitur to taki magiczny pancerz. Garnitur, krawat, buty, które obcierają stopy jakbyś szedł po rozżarzonych węglach. Wchodzę, patrzę – połowa ekipy w t-shirtach, ktoś w bluzie, dziewczyna w trampkach z kolorowymi sznurówkami. I wtedy dotarło: coś się tu zmienia, człowieku. I to nie jest tylko moda. To jest nowa filozofia, nowy klimat. Dresscode w pracy? Temat rzeka. Ale już nie ta sama rzeka, co kiedyś.

Wiesz, kiedyś to było proste: masz być elegancki, masz wyglądać „profesjonalnie” (cokolwiek to znaczyło). Mój stary opowiadał, że jak szedł na rozmowę do banku w latach 90., to nawet skarpetki musiały być czarne i do garnituru, bo jak nie – to sorry, nie ma rozmowy. Dziś? No, nie powiem, są jeszcze takie miejsca, gdzie bez marynarki nie wejdziesz, ale coraz częściej spotykam ludzi, którzy prowadzą poważne biznesy, a ich codzienny strój to jeansy, sneakersy i bluza z kapturem. I nie chodzi o to, że im się nie chce. Po prostu wiedzą, że to nie ciuchy robią robotę, tylko głowa, energia i pomysły.

Kiedy zacząłem prowadzić własny sklep internetowy, miałem taki moment, że myślałem: „Kurczę, jak będę wyglądał za luzacko, to może klienci pomyślą, że jestem niepoważny”. Ale potem miałem sytuację: przyjeżdża klient, taki z tych dużych, co zamawia na kilka tysięcy. Ja w koszuli, nawet włosy specjalnie ogarnięte, a on w t-shircie z jakimś memem i w japonkach. I co? Zrobiliśmy najlepszy deal miesiąca. Pogadaliśmy jak ludzie, pośmialiśmy się, a potem on mi mówi: „Fajnie, że nie udajesz kogoś, kim nie jesteś”. I wtedy mi kliknęło: autentyczność sprzedaje. Szczerość i własny styl robią robotę.

No i właśnie, bo o to w tym wszystkim chodzi. Nowoczesne normy ubioru w pracy to już nie jest lista zakazów i nakazów. To raczej taki katalog inspiracji. Masz być sobą, masz się czuć dobrze, masz nie udawać. Oczywiście, są granice – jak idziesz na spotkanie z inwestorem, to może niekoniecznie w szlafroku (chociaż… kto wie, jak masz charyzmę, to może i to przejdzie!). Ale generalnie: luz, komfort, własny styl. I to się ludziom podoba. Bo jak czujesz się dobrze w ciuchach, to masz zupełnie inną energię.

Mam kumpla z Poznania, który pracuje w agencji kreatywnej. Tam to dopiero jest jazda – codziennie inny styl, kolorowe włosy, tatuaże na wierzchu, nawet szefowa chodzi w trampkach i oversize’owej bluzie. I wiesz co? Tam nikt nie patrzy na ciuchy. Liczy się, co masz w głowie i jak potrafisz się dogadać z klientem. Kiedyś pytałem go, czy nie boi się, że taki luz to za dużo. Powiedział: „Stary, tu chodzi o to, żeby każdy był sobą. Jak ktoś chce przyjść w garniturze, to też może. Ale nie musi”. I to jest właśnie inkluzywność. Różnorodność stylu, pełna akceptacja.

Moja żona pracuje w dużej korporacji, ale takiej z nowym podejściem. Tam dresscode jest elastyczny: możesz przyjść w tym, w czym czujesz się dobrze, byle nie w piżamie (chociaż w pandemii i to się zdarzało na Zoomie – serio, widziałem na własne oczy). I ona mówi, że to jest największy komfort: nie musisz rano kombinować, czy spódnica do marynarki, czy żakiet do spodni, tylko bierzesz to, co lubisz. Dzięki temu ludzie mniej się stresują, są bardziej kreatywni, mniej się spinają.

No dobra, ale nie ma co ściemniać – są branże, gdzie jednak pewien standard trzeba trzymać. Prawnicy, bankierzy, lekarze – tam czasem dresscode daje poczucie bezpieczeństwa klientowi. Ale nawet tam widzę zmiany. Ostatnio byłem u prawnika – młody gość, marynarka, ale pod spodem t-shirt z nadrukiem. I wiesz co? Zero dystansu, zero sztywności. Rozmowa jak z kumplem, a jednocześnie pełen profesjonalizm. To jest właśnie nowoczesna estetyka – łączysz klasykę z luzem, personalizujesz wizerunek.

Jak zmiana norm ubioru w pracy?

Praca hybrydowa to już w ogóle wywróciła wszystko do góry nogami. Pół dnia w domu, pół dnia w biurze – kto by się przebierał dwa razy dziennie? (No, chyba że ktoś lubi, to szacun.) Ale serio – jak masz spotkania online, to najczęściej liczy się tylko to, co widać w kamerze. Znam takich, co mają marynarkę na krześle i jak dzwoni szef, to tylko narzucają i już wyglądają „pro”. A na dole dresy i kapcie z reniferami (sam mam takie, polecam na zimę).

W sumie, jak się tak zastanowić, to redefinicja dresscode’u to nie jest tylko kwestia ciuchów. To jest zmiana wartości. Kiedyś ważne było, żeby wszyscy byli jednakowi, żeby nie wychylać się z tłumu. Teraz chodzi o to, żeby być sobą, pokazać swoją tożsamość zawodową, swój charakter. I firmy to czują. Tworzą kulturę zaufania, gdzie nie musisz się chować za mundurkiem. Jak jesteś dobry w tym, co robisz, to nikt nie będzie patrzył na to, czy masz koszulę, czy bluzę.

Pamiętam, jak robiłem rekrutację na nowe stanowisko. Przyszedł chłopak w kolorowych spodniach, z kolczykiem w nosie, totalnie wyluzowany. Trochę się zdziwiłem, ale pogadaliśmy, okazało się, że ma super pomysły, zna się na rzeczy i ma mega energię. Zatrudniłem go i to była jedna z lepszych decyzji. Wniósł świeżość do zespołu, pokazał, że można inaczej. I nikt nie miał z tym problemu. Nawet starsi pracownicy mówili: „Fajny gość, dobrze się z nim gada”. To jest właśnie siła różnorodności.

Dobra, żeby nie było, że tylko gadam, wrzucam tabelkę, bo wiem, że niektórzy lubią mieć wszystko czarno na białym. Takie szybkie porównanie starego i nowego podejścia do dresscode’u – na luzie, bez zadęcia. Zobacz, jak to wygląda w praktyce:

Redefinicja dresscode w miejscu pracy
Stary dresscode (przed 2020)Nowy dresscode (2024 i dalej)Komentarz z życia
Garnitur, krawat, koszula, sztywne butyJeansy, sneakersy, bluza, t-shirtW Poznaniu nawet szef w hoodie, a firma rośnie jak na drożdżach
Wszyscy wyglądają tak samoKażdy ma swój styl, kolory, wzory, tatuaże na wierzchuW kreatywnych branżach: im bardziej kolorowo, tym lepiej
Formalizm, sztywność, dystansLuz, autentyczność, własny vibeKlient szybciej się otwiera, jak widzi, że jesteś normalny
Dresscode narzucony odgórnieElastyczność, wybór należy do pracownikaMoja żona: „Wreszcie nie muszę się stresować rano”
Wygląd ważniejszy niż komfortKomfort pracownika na pierwszym miejscuDzień bez obtartych stóp to dobry dzień
Jedna tożsamość firmowaEkspresja indywidualna, personalizacja wizerunkuNowe standardy – liczy się, kim jesteś, nie co masz na sobie

Nie wiem, jak Ty, ale ja mam wrażenie, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Ludzie się otwierają, firmy rozumieją, że nie chodzi o to, żeby wszyscy byli jak spod jednej sztancy. Chodzi o to, żeby każdy czuł się dobrze, był sobą i miał swobodę działania. Bo jak masz luz w głowie i na sobie, to robota idzie szybciej, lepiej i z większym funem.

A Ty? Wolisz pracować w garniturze, czy jednak bluza i jeansy to Twój klimat? Znasz firmy, gdzie dresscode to temat tabu, czy raczej wszyscy już ogarnęli, że liczy się człowiek, a nie metka? Daj znać, bo jestem ciekaw, jak to wygląda u Was!

Podobne wpisy

Jeden komentarz

  1. Redefinicja dresscode w miejscu pracy to temat, który coraz częściej pojawia się w rozmowach w Warszawie. Widzimy rosnącą elastyczność w firmach, które pozwalają pracownikom na większą swobodę w doborze stroju. To znak, że kultura pracy się zmienia. Wielu pracowników ceni sobie możliwość wyrażenia siebie poprzez ubiór. Osobiście uważam, że to pozytywny krok naprzód.

Możliwość komentowania została wyłączona.