Jak zmiana norm dress codeu?

Power dressing w interpretacji młodego pokolenia

Power dressing po nowemu

Wchodzę do biura, a tam młody chłopak w sneakersach, spodnie jakby od garnituru, ale bez kantów, marynarka oversize, pod spodem T-shirt z jakimś printem. Włosy lekko rozwichrzone, ale wszystko wygląda, jakby było zaplanowane co do milimetra. I wiesz co? Gość robi robotę, prowadzi spotkanie z klientem, żartuje, ale widać, że to on tu rozdaje karty. Power dressing po nowemu. Totalnie inne klimaty niż te nasze stare „garnitur, krawat, czarne buty, zero luzu”. Młode pokolenie wchodzi na rynek i robi swoje. Czasem patrzę na nich z zazdrością, czasem z podziwem. Ale zawsze z szacunkiem.

Nowe zasady w dress code

Pamiętam, jak jeszcze parę lat temu, jak szedłem na ważne spotkanie w Warszawie, to musiałem się ubrać jak na ślub kuzyna – wszystko pod linijkę, koszula na sztywno, buty wyczyszczone lepiej niż podłoga w galerii. Teraz? No serio, nawet w dużych firmach widzę ludzi, którzy zamiast klasycznego power dressingu, stawiają na coś, co bym nazwał „power luz”. I działa! Jest w tym pewność siebie, ale nie taka napompowana, tylko taka naturalna, jakby się mówiło „wiem, co robię, nie muszę tego udowadniać garniturem od Armaniego”.

Zresztą, miałem ostatnio klientkę, młoda dziewczyna, start-up z Poznania, robią w AI (serio, teraz wszyscy robią w AI, ale ona naprawdę ogarnia). Przyszła na spotkanie w szerokich spodniach, białych sneakersach, marynarka w kratę, pod spodem golf. Zero makijażu, włosy spięte w kucyk. Ale jak zaczęła mówić o swoim produkcie, to cała sala była jej. I wiesz, co powiedziała? „Nie chcę wyglądać jak każdy menadżer z korpo. Chcę, żeby mój styl mówił, że jestem tu, żeby coś zmienić”. I to jest właśnie to – power dressing po młodemu.

Dla młodych power dressing to już nie tylko „ubierz się, żeby wyglądać na ważnego”. To jest komunikat: „jestem sobą, mam pomysł, nie muszę się chować za uniformem”. W sumie trochę im zazdroszczę tej odwagi. Bo kiedyś, jak ktoś przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną bez krawata, to już był minus. Teraz? Czasami plus. Bo pokazuje, że masz jaja, że nie boisz się być sobą, nawet w poważnych sytuacjach. I wiesz co? Klienci to czują. Serio.

No dobra, ale nie chodzi tylko o to, żeby się ubrać „na luzie”. To nie jest tak, że wrzucasz dres i już jesteś liderem. Młode pokolenie kombinuje. Łączy stylówki z różnych bajek – trochę elegancji, trochę sportu, czasem coś vintage, czasem coś totalnie nowego. Chodzi o to, żeby pokazać, kim jesteś, a nie tylko „że masz kasę na drogi garnitur”. Ja to szanuję, bo widzę, że za tym stoi myślenie. To jest świadomy wybór, a nie przypadek.

Kiedyś power dressing to była zbroja. Teraz to raczej narzędzie. Coś, co ma ci pomóc, a nie cię ograniczać. I tu jest pies pogrzebany – młodzi chcą, żeby ubranie dodawało im pewności siebie, ale nie odbierało indywidualności. Chcą być autentyczni, a nie przebierać się za kogoś, kim nie są. Jak ktoś się czuje dobrze w oversize, to wybierze oversize. Jak woli dopasowane rzeczy – proszę bardzo. Ale nie ma już tego ciśnienia, żeby się wpasować w jeden szablon.

Mam kumpla, który prowadzi agencję kreatywną w Łodzi. Gość zawsze chodzi w czarnych jeansach, T-shirt, czasem bluza z kapturem, a na to marynarka. Wygląda trochę jak artysta, trochę jak biznesmen. Ale jak przychodzi do rozmów o dużych pieniądzach, to nikt nie patrzy na jego buty. Patrzą, jak mówi, co proponuje, jak się zachowuje. Strój to tylko dodatek, który podkreśla jego styl. I właśnie o to chodzi w tym nowym power dressingu – żeby styl grał z tobą, a nie przeciwko tobie.

Zauważyłem też, że młode dziewczyny coraz częściej stawiają na mocne, wyraziste elementy. Kolorowe marynarki, szerokie spodnie, buty na masywnej podeszwie. Jest w tym jakaś siła, taki manifest: „patrzcie na mnie, mam coś do powiedzenia”. I to się sprawdza. Bo jak przychodzisz na spotkanie i już od wejścia widać, że masz swój styl, to ludzie cię zapamiętują. A w dzisiejszym świecie, gdzie wszystko jest na Insta, LinkedInie i TikToku, to jest mega ważne. Personal branding pełną gębą.

Dobra, żeby nie było, że gadam tylko o ciuchach. Power dressing w wersji młodego pokolenia to też kwestia postawy. Jak stoisz, jak się uśmiechasz, jak patrzysz ludziom w oczy. Ubranie ma ci pomóc wejść w ten „tryb lidera”, ale nie załatwi wszystkiego za ciebie. Miałem kiedyś klienta, który kupił sobie super drogi garnitur, ale jak wszedł na spotkanie, to wyglądał, jakby się bał własnego cienia. I co z tego, że miał najlepsze buty? Liczy się całość, nie tylko metka.

W sumie, jak patrzę na to wszystko, to widzę, że power dressing stał się bardziej elastyczny. Młodzi nie boją się łamać zasad, ale robią to z głową. Wiedzą, kiedy można sobie pozwolić na luz, a kiedy trzeba się trochę bardziej ogarnąć. Czasem nawet specjalnie zakładają coś „nie na miejscu”, żeby wywołać efekt, zbudować swoją markę. To jest trochę jak gra – kto lepiej ogarnie zasady, ten wygrywa. I to jest mega ciekawe, bo każdy może znaleźć coś dla siebie.

Wrzucam ci szybką tabelkę, bo wiem, że lubisz konkrety. Oto jak ja widzę różnice między klasycznym power dressingiem a tym „po młodemu” – może się komuś przyda, jak będzie się zastanawiał, w co się ubrać na ważne spotkanie albo prezentację na uczelni.

Power dressing w interpretacji młodego pokolenia
Klasyczny power dressingPower dressing młodego pokoleniaEfekt / vibe
Garnitur, często ciemny, zawsze z krawatemMarynarka oversize + T-shirt, czasem golf, sneakersy, luz w dodatkachPewność siebie, ale trochę „sztywniak”
Buty skórzane, czarne lub brązowe, wypastowaneBiałe sneakersy, czasem masywne botki, kolorowe akcentySwoboda, energia, nowoczesność
Stonowane kolory, granat, szarość, czerńWyraziste barwy, printy, mieszanie faktur i materiałówWyrazistość, indywidualizm
Koszula na sztywno, czasem spinki, zegarekT-shirt, golf, biżuteria minimalistyczna lub vintageLuz, kreatywność, autentyczność
Wygląd „autorytetu z zewnątrz”Wizerunek lidera od środka, przez osobowość i stylAutentyczny autorytet, nie tylko pozorny

Kiedyś myślałem, że sukces w biznesie to kwestia tego, jak się „sprzedasz” na zewnątrz. Dziś widzę, że młodzi robią to inaczej – pokazują siebie, nie przebierają się za kogoś innego. I to działa. Nawet jak czasem ktoś powie, że „za luźno”, to i tak ci, którzy mają pomysł i pewność siebie, wygrywają. Może dlatego, że potrafią połączyć styl z osobowością. A to jest największa siła.

Ciekaw jestem, jak to widzisz. Może masz swoją historię z power dressingiem? Albo wkurza cię, jak ktoś przesadza z luzem? Daj znać, pogadamy. Ja tam lubię, jak styl gra z charakterem. Bo wtedy naprawdę widać, kto tu rządzi.

Podobne wpisy