Jak nowoczesny dresscode w biurze?

Nowoczesny dresscode kobiet w środowisku biurowym

Nowoczesny dresscode kobiet w biurze

No dobra, dziewczyny i chłopaki, dzisiaj porozmawiamy o nowoczesnym dresscodzie kobiet w biurze. I nie, nie zamierzam tu gadać jak z broszury HR, ani sprzedawać Wam coachingów za trzy stówki za godzinę. Prowadzę sklep, obserwuję, co się sprzedaje i co nosi się w Warszawie, Łodzi, a nawet w Poznaniu (gdzie każdy grosz się liczy, więc ubrania muszą być konkretne). Widzicie, to, co dzieje się w szafach i na open space’ach, to już nie te czasy, gdy każda dziewczyna musiała nosić garsonkę i białą koszulę jak z reklamy banku. Teraz jest luz, ale z klasą. O tym będziemy dzisiaj rozmawiać.

Styl korporacyjny na nowo

Pierwsza sprawa: styl korporacyjny kobiet przestał być nudny jak poniedziałkowy poranek w listopadzie. Serio, kiedyś to był dramat – sztywne marynarki, spodnie na kant, wszystko w odcieniach szarości czy granatu, a buty, w których po trzech godzinach chciało się uciekać do domu na boso. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Znam dziewczyny, które z własnej woli zakładają marynarkę, bo czują się w niej świetnie, a nie dlatego, że szefowa patrzy spod oka. To jest właśnie ten nowoczesny vibe – odrobina elegancji, odrobina miejskiego luzu, a efekt jest taki, że jak wchodzą do biura, to aż chce się na nie spojrzeć, a nie tylko wpatrywać w monitor.

Minimalizm – to słowo, które przewija się wszędzie. Ale nie chodzi o to, żeby mieć w szafie tylko dwa t-shirty i jedne jeansy. Chodzi o to, by nie przesadzić z dodatkami, nie zakładać pięciu warstw i trzech różnych wzorów, bo wtedy wyglądasz jak choinka. Miałem kiedyś klientkę, która przyszła po „coś do biura, ale żeby nie było nudno”. Wybrała prostą, czarną sukienkę, beżowy żakiet i jedne dobre kolczyki. Efekt? Sztos. Wszyscy pytali, gdzie to kupiła. Tak się robi minimalizm z klasą.

No i kapsułowa garderoba – polecam każdej kobiecie, która rano nie ma czasu na długie rozkminy przed szafą. Zróbcie sobie taki zestaw: dwie marynarki (jedna czarna, druga jasna), trzy spodnie (jedne w kant, jedne cygaretki, jedne szerokie), dwie koszule, dwa swetry, jedna sukienka, kilka t-shirtów i jeden dobry płaszcz. Wszystko w stonowanych kolorach – szarość, beż, biel, czerń, może trochę granatu albo oliwki. I nagle okazuje się, że codziennie można wyglądać inaczej, a wszystko do siebie pasuje. Szacun dla tych, co to wymyślili.

Wiecie, co mnie zawsze rozbrajało? Te wszystkie porady o „profesjonalnym wizerunku”, gdzie każda kobieta wyglądała tak samo, jakby pracowała w tej samej korpo od 20 lat. A przecież chodzi o to, by pokazać trochę siebie! Teraz dziewczyny wiedzą, że można być elegancką, ale nie sztywną. Smart casual – to jest to. Marynarka, ale na luzie, do tego dobre jeansy (nie te z dziurami, bo szef czasem patrzy), sneakersy albo loafersy, czasem nawet mokasyny. I już. Można iść na spotkanie, a potem wyskoczyć na lunch z koleżanką na Powiślu i nikt się nie dziwi.

Moda biurowa dzisiaj to nie tylko ubrania, ale też cały klimat. Często w biurach są open space’y, dużo szkła, wszystko w stylu clean look – białe ściany, dużo światła, trochę zieleni. W takich miejscach aż prosi się, by stylówka była prosta, schludna, ale z jakimś twistem. Ostatnio widziałem dziewczynę w białym t-shircie, spodniach palazzo i jasnej marynarce. Do tego złoty zegarek i minimalistyczna torebka. Nic więcej nie trzeba. Nie ma krzyku, jest elegancja i miejski sznyt. Petarda!

A teraz coś praktycznego, bo wiem, że teoria teorią, ale jak masz rano 15 minut na ogarnięcie się, to liczy się konkret. Zrobiłem Wam prostą tabelkę – taki cheat sheet, co warto mieć w szafie, żeby zawsze wyglądać dobrze, niezależnie czy pracujesz w Mordorze na Domaniewskiej, czy w jakimś startupie w Łodzi.

Serio, jak ogarniesz sobie taki zestaw, to nie ma opcji, żebyś miała dzień „nie mam się w co ubrać”. Jak chcesz dodać trochę charakteru, wrzuć kolorową apaszkę, fajny zegarek albo dyskretną biżuterię. Ale nie przesadzaj – bo jak mówi moja żona: „Mniej znaczy więcej, zwłaszcza w biurze”. I ona wie, co mówi, bo pracuje w jednej z tych dużych firm na Żurawiej i codziennie widzi, jak dziewczyny kombinują z modą. Czasem lepiej postawić na prostotę, niż potem cały dzień się zastanawiać, czy ten wzór nie gryzie się z tamtym.

Jest jeszcze jedna rzecz, której nie mogę przemilczeć: komfort. Bo nawet najładniejsza stylówka nie ma sensu, jeśli wszystko uwiera albo gniecie po pierwszej godzinie siedzenia przy biurku. Dziewczyny coraz częściej szukają rzeczy, które są wygodne, oddychające i nie wymagają prasowania przez pół godziny. I bardzo dobrze! Przecież nie po to idziesz do pracy, by myśleć tylko o tym, czy bluzka się nie podwinęła. Wygoda to podstawa, a jak jeszcze wygląda dobrze – to już pełna profeska.

Swoją drogą, miałem klientkę z Poznania, która przyszła po „coś na ważne spotkanie, ale nie chcę wyglądać jak własna ciotka”. Poszła w granatową sukienkę midi, do tego jasny sweter i klasyczne loafersy. Efekt? Dostała awans. Czy to przez ubranie? Pewnie nie tylko, ale jak sama mówiła: „Czułam się pewnie, to i gadałam pewnie”. I o to właśnie chodzi. Ubranie ma pomagać, a nie przeszkadzać.

No i na koniec – pamiętajcie, że moda biurowa to nie wyścig, kto ma drożej i bardziej „modnie”. To jest balans: trochę formalności, trochę luzu, wszystko w estetyce clean look. Jak macie ochotę na coś ekstra, to spoko, ale niech to będzie Wasz styl, a nie styl z katalogu. A najważniejsze: jak się czujecie dobrze, to i praca idzie lepiej. A Wy – jak to u Was wygląda? Macie swoje biurowe patenty, czy codziennie walka z szafą?

Podobne wpisy